Eurocopter ze śmigłem jak w bolidach Formuły I

Wersja do wydrukuSend to friend
754.jpg
Eurocopter jest wyposażony w płozy. Ma radar pogodowy i kamerę. Zużywa mniej paliwa niż Mi2, ale osiąga większe prędkości

SANOK. Nowy śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego wkrótce rozpocznie służbę

Nowa maszyna jest w pełni skomputeryzowana, według personelu bazy, ma same plusy. - Cyfrowa awionika, ciekłokrystaliczne przyrządy, kompozyty, z których zrobiono np. śmigło takie jak w bolidach Formuły I - wylicza Sławomir Lubczyński, pilot z sanockiej bazy LPR. - Poza tym jest szybsza, można nią polecieć 260 km/godz. (Mi2 tylko 180). 16 sierpnia będę miał na niej pierwszy dyżur. Wtedy, podczas przewozu pacjenta, tak naprawdę zobaczymy jak się spisze.

Eurocopter kosztował 6 mln euro. Piloci i ratownicy żartują, że wart tej ceny, bo to klasa mercedesa. - Jest przy tym tak wrażliwy, że zamiast ruchu drążkiem wymaga tylko muśnięcia ręką i już reaguje - mówi Lubczyński.

Są pod wrażeniem nowej maszyny

Mimo, że w środku jest mniej miejsca niż w Mi2, to wnętrze śmigłowca jest bardzo funkcjonalne. Chorego można wnieść przez drzwi boczne, jak i z tyłu. - Zainstalowane w niej urządzenia najwyższej klasy można modelować w zależności od potrzeb. Kabina jest tak skonstruowana, że w szczeliny nie wnikają płyny ustrojowe (krew) - mówi Wojciech Pogórzewski, ratownik medyczny, członek śmigłowcowej służby ratownictwa medycznego w bazie w Sanoku. - Oprócz tego na wyposażeniu jest najnowocześniejszy defibrylator Life Pack 15. Oraz ssak, zestaw pomp i respirator, a instalacja tlenowa jest dostosowana do inkubatora.

Zrobił już swoje

Mi2, który do tej służy ratownikom ma na swoim koncie ponad 2000 godzin w powietrzu. W ubiegłym roku startował 300 razy, w tym już 230. Ratownicy lotniczego pogotowia są wzywani do osób, których przetransportowanie zwykłą karetką trwałoby zbyt długo, do transportów międzyszpitalnych gdy chorego trzeba pilnie przewieść do placówki o wyższej referencyjności np. na oddział toksykologii czy neurochirurgii. Oraz do ciężkich wypadków komunikacyjnych, ludzi rażonych piorunem w górach, do wypadków na szlakach turystycznych.

Czy nowe maszyny pozwolą na całodobowe dyżury skrzydlatych karetek?

- Może w przyszłości, w tej chwili nie pozwalają na to przepisy. W nocy można latać tylko wtedy gdy lądowisko jest wyposażone w specjalistyczne oświetlenie - mówi Artur Hull, pilot, szef sanockiej bazy. - Bardzo dobre jest lądowisko przy Szpitalu Wojewódzkim nr 2 w Rzeszowie. Gdyby wszystkie lądowiska były takie możny byłoby myśleć o całonocnych dyżurach.

W Sanoku budowane jest całodobowe lądowisko dla helikoptera za ponad 3 miliony 900 tysięcy złotych. Już dwóch pilotów i trzej ratownicy mają zakończone bazowe przeszkolenia i zaliczone specjalistyczne kursy w Niemczech i Warszawie

Anna Moraniec

Fot. Wojciech Preisner

źródło: Super Nowości